Znasz to? Próbujesz coś powiedzieć lub zrozumieć po angielsku. Orientujesz się, że nie potrafisz. A potem przypominasz sobie, że uczysz się tego języka połowę swojego życia.
Jak to jest, że spędzasz na czymś setki godzin i dalej nie posuwasz się ponad poziom podstawowy? W dodatku zdobywasz wiedzę w miejscu do tego zaprojektowanym. To wręcz imponujące, by tak dobrze unikać rezultatów!
A najgorsze jest to, że obwiniasz siebie. Uznajesz, że nie masz językowego talentu i zamykasz się na ten temat. Obserwujesz z zazdrością piątkowych uczniów, którzy to są tacy "fluent" w angielskim. Aż w końcu jakiekolwiek zainteresowanie językami umiera w Tobie bezpowrotnie.
Nauka w szkole, czyli jak uczyć, żeby nie nauczyć
Wyobraź sobie Bartka. Bartek poznaje właśnie swoje pierwsze słowa w języku obcym. Bartek próbuje jak najlepiej odnaleźć się w chaosie nowego języka. I nagle nauczycielka uznaje, że to świetny moment, żeby Bartek wyszedł na środek klasy i odpowiedział na kilka pytań.
Przeszedł Cię dreszcz? Słusznie. Nikt nie chciałby się znaleźć takiej sytuacji. Szkoła skutecznie wykorzystuje stres, by motywować do nauki, a pomyłka na oczach całej klasy to nic przyjemnego. Szalenie łatwo wypłapać w takim momencie prześmiewcze spojrzenia czy stłumione parsknięcia rówieśników.
I jak Bartek miałby w takim środowisku rozwinąć pasję do języka? Bartek robi więc to, co każdy — uczy się na tyle, by umieć odpowiedzieć, gdy nauczycielka zapyta. Aktywuje prastare "zakuć, zdać, zapomnieć" i przemyka tak całą szkołę, nigdy nie orientując się, że choć progresuje z klasy do klasy, jego umiejętności językowe nie rozwijają się znacząco.
Bartkowe Objawienie
Bartek jest już na ostatniej prostej w drodze do wolności — przed nim matura. Wybrał on już studia i uznał, że angielski nie jest jego priorytetem. Pojawia się jednak dalej na każdej lekcji i gdy pojawia się przed nim złowrogi arkusz, odpowiada na jego pytania mechanicznie. Na ustnym robi co może i nawet nieźle mu to wychodzi. A gdy przychodzą wyniki, Bartek rzuca okiem na angielski i z zadowoleniem stwierdza, że uzyskał 80%. Teraz może odetchnąć z ulgą i nawet lekką dumą. W końcu prymusem to on nie był, ale na 80 procent napisał!
W wakacje przed studiami decyduje się na wyjazd do Anglii. Chcąc się przygotować, rezerwuje godzinę nauki online z nauczycielem z Wielkiej Brytanii. W końcu na maturze uzyskał górny pułap, więc coś tam rozumie; chodzi tylko o podszlifowanie akcentu…
Początkowo nauczyciel przedstawia się i mówi wolno. Bartek wszystko rozumie i nawet coś tam odpowiada. Godziny spędzone w anglojęzycznych meandrach internetu nie poszły na marne!
Gdy jednak brytyjski tutor przechodzi do naturalnego tempa rozmowy, Bartek zaczyna się gubić. Nagle całe zdanie brzmi jak jedno nieprzerwane słowo, a akcent rozmówcy tylko wszystko pogarsza. Bartek sięga do wyuczonej na takie scenariusze frazy i prosi, by nauczyciel powtórzył zdanie wolniej.
Teraz rozumie. Odgaduje sens pytania z pojedynczych słów i próbuje na nie odpowiedzieć. Ale jak to zrobić? Odpowiedziałby w ten sposób, więc chcąc powiedzieć to po angielsku… I jeszcze gramatyka, a poza tym to zdanie ma sens tylko po polsku, więc zamiast tego…
Rozumiem Polaka mówiącego powoli po angielsku — jestem fluent, prawda?
No właśnie. Na lekcji w szkole uczysz się rozumieć jedną osobę, a konkretniej Polaka mówiącego w języku obcym. Co więcej, lata praktyki sprawiły, że mówi on bardzo wyraźnie i powoli. W zasadzie nawet natywni użytkownicy tego języka nie mówią tak dokładnie każdego słowa.
To wszystko sprawia, że słysząc obcokrajowca, zaczynasz się gubić. Prędkość wypowiedzi nie pozwala nawet rozróżnić, gdzie kończy się, a gdzie zaczyna kolejne słowo. A to przecież słów przez ten cały czas się uczyłeś. Gdyby obcokrajowiec był tak miły i rozpisał na kartce to co właśnie powiedział…
Bo szkoła nie uczy komunikacji. Szkoła uczy rozwiązywać testy i odpowiadać na pytania. Każde pytanie możesz czytać dowolną ilość razy, a nad odpowiedzią możesz zastanawiać się ile zechcesz. Siłą rzeczy, w naturalnej rozmowie takie podejście się nie sprawdzi.
Nawet piątkowi uczniowie nie odnajdą się w takiej sytuacji, bo idealne przygotowanie do sprawdzianu ma się nijak do konwersacji z obcokrajowcem.
Czy samodzielne poznawanie języka różni się od szkolnych lekcji?
Tak. To dwa różne światy. Nauka języka w szkole oraz nauka samodzielna mają ze sobą naprawdę niewiele wspólnego.
| Nauka języka w szkole | Nauka języka poza szkołą | |
|---|---|---|
| CEL | Zakuć, zdać, zapomnieć | Wykorzystywać język do komunikacji |
| CZAS | ~12 lat by osiągnąć podstawy | Spokojne ~2-3 lata do komunikatywności (Nie wierzysz? Poznaj metody i się przekonaj) |
| MOTYWACJA | Zewnętrzna - uczysz się, bo musisz | Wewnętrzna - uczysz się, bo chcesz |
| PRESJA | Błąd jest karany złą oceną lub prześmiewczymi spojrzeniami rówieśników | Błąd to naturalna kolej rzeczy i oznacza tylko tyle, że się rozwijasz |
| METODY | Przestarzałe podręczniki, audio nagrane 15 lat temu i niekończące się listy słówek, a wszystko pisane odręcznie | Aplikacje, Netflix, gry, nowoczesne podręczniki, podcasty w oryginale i wiele więcej; a wszystko skrojone pod Ciebie, bo sam je wybierasz |
Patrząc na powyższą tabelę może zrodzić się w Twojej głowie pytanie: dlaczego? Jaki w tym sens? Jak miejsce zaprojektowane do uczenia może być w tym tak kiepskie?
Tu Cię trochę oszukałem. Napisałem, że szkoła to miejsce "zaprojektowane do uczenia". Widzisz, nie do końca. Pierwsze obowiązkowe szkoły powstały w Prusach blisko 200 lat temu i bynajmniej nie zostały stworzone do kształcenia, a do kształtowania. Nie miały rozwijać, a tworzyć posłusznych obywateli, gotowych wykonywać polecenia.
To absurdalne, ale schemat nauczania w szkołach niewiele zmienił się przez te 200 lat. Już wtedy istniały obowiązkowe lektury, dzwonki na przerwę, lekcje trwające 45 minut czy sprawdziany.
Powód nie jest tutaj istotny, liczy się fakt: szkoła nie jest miejscem, które zrobi z Ciebie poliglotę. Co najwyżej wmusi w Ciebie podstawy języka, ale marnując na to przeszło dekadę…
Jak rzeczywiście osiągnąć językową płynność?
Przede wszystkim zmień nastawienie i to o 180 stopni. Przykro mi to mówić, ale przez lata byłeś z każdej strony otoczony przekonaniami, które chłonąłeś jak gąbka. Niestety przeczytanie jednego akapitu Cię z nich nie oczyści, ale stanowi dobry pierwszy krok.
Oto niektóre z rzeczy, które powinieneś usłyszeć:
- Nie musisz całymi dniami zakuwać słówek,
- Nie musi być ciężko, nudno i monotonnie,
- Nie potrzebujesz korepetytora,
- Nie zajmie Ci to 12 lat.
Nauka języka to coś, co może sprawiać przyjemność, wykorzystywać Netflixa do nauki i umożliwić życie za granicą po 3 latach od pierwszego poznanego słowa. I ten przykład nie jest czymś wyjątkowym. Miliony osób na świecie poznają języki właśnie w ten sposób.
W swojej książce piszę m.in. o nauce z muzyką, serialami, aplikacjami czy znajomymi. Bo język nie jest czymś, co powinno się poznawać w szkolnej ławce. To coś, co pozwala nam na interakcje ze światem, który wcześniej był dla nas niedostępny. I to właśnie poprzez interakcję ze światem możemy opanować drugi, trzeci i kolejne języki.
Nie musisz dostosowywać swojego życia pod naukę hiszpańskiego, niemieckiego czy włoskiego. Na początek obejrzyj swój ulubiony film w tym języku, poszukaj na youtube jego podstawowych zwrotów lub poczytaj o jego gramatyce.
Możesz opanować nawet chiński czy arabski bez zaglądania do podręcznika jeśli tak wolisz. Wystarczy, że na początku przezwyciężysz trud poruszania się po nieznanym terenie i wytrwasz w swoim postanowieniu.
Jeśli nie wiesz od czego zacząć, zacznij od czegokolwiek. Zainspiruj się znajomym poliglotą, poszukaj aplikacji do nauki słówek lub poznaj więcej metod na naukę języka.
Zapomnij o sprawdzianach i odpytywaniu przy tablicy. Poznaj świat, w którym nauka to przyjemność i satysfakcja, a nie ocena w dzienniku.